sobota, 17 września 2016

Summer Dying Loud 2016 cz.2

 Drugiego dnia festiwalu słońce jeszcze mocniej sygnalizowało swoją obecność, a cień zapraszał pod samą scenę. Nic w tym dziwnego, gdyż sobotni line up intrygował od samego początku. Po występie kolejnego otwieracza- Stygmath,- na scenie pojawili się Sun Dance. Sądząc po nazwie, spodziewałam się pogodnych, wesołych, wręcz hipisowskich rytmów idealnych na rytualne ogniska przy pełni księżyca. Nic bardziej mylnego. Grupa z Krakowa niewiele ma wspólnego z naturą i kwiatami, za to emanuje dużą siłą. Przyciągające uwagę brzmienie- szczególnie basu- i niebanalny wokal. Szkoda tylko, że uczestnicy imprezy o tej porze jeszcze dogorywali po ciężkiej nocy i nie wszyscy mieli okazję oddać się przyjemnym dźwiękom.

 Na Nonamen frekwencja była lepsza. Nie dziwi mnie to. Ostry, wręcz zadziorny wokal zapewne zaciekawił nie jednego. Mocne brzmienie gitar i perkusji idealnie łączyło się z dźwiękiem skrzypiec, które dopełniły całości. Nad wyraz charakterystyczna grupa.

 Godzina szesnasta okazała się być chwilą wielce wybuchową. Nie będzie przesadą z mojej strony, jeśli napiszę, że Thermit to najlepszy zespół jaki ujrzałam od początku trwania festiwalu.
 Ich mocną stroną są m.in. świetne kompozycje. Perkusja i bas skradły moje serce, ale nie mogę nie docenić gitar. No i wokalista, który posiada jeden z najlepszych głosów jakie słyszałam w muzyce metalowej. 

 Nie zastanawiając się ani chwili, już po usłyszeniu pierwszego dźwięku pogalopowałam pod scenę. Bawiłam się świetnie, więc na pewno jeszcze nie raz pojawię się na innych koncertach tych Panów.

 Wieczorną już porą zostałam pobudzona do życia. Wszystko to za sprawą zespołu, o którym do tej pory nie wiem co myśleć. Antigama nie podąża w żadnym znanym mi kierunku. Śmiem stwierdzić, że kreuje własny świat- czysta awangarda. 


  Nie miałam niestety okazji dotrzeć na żaden z koncertów oryginalnego Motörhead, więc cieszę się, że dotarłam na Bömbers. Abbath jako Kilmister z podobnym humorem i pozą sceniczną kupił mnie całkowicie. Orgasmatron, Ace of Spades czy Overkill przyczyniły się do wywołania fali nieopanowanego szaleństwa. Nie mam pojęcia jak w słowa ubrać chaos, który panował pod sceną. Świetny cover band- tyle w temacie. Ten kto był na koncercie Bömbers, ten wie, jak genialnie było.

 Tak jak poprzedniej nocy, nie zostałam do samego końca. Mój drugi festiwalowy dzień zwieńczyły występy death metalowych grup- Sinister i Grave. Oba zespoły wywołały istny młyn wśród publiki. 
 Pod sceną na dłużej zatrzymał mnie Sinister. Duża dawka mocnej muzyki wykonywanej przez świetnych instrumentalistów. Miłym doświadczeniem było po raz pierwszy ujrzeć na żywo kobietę przy basie. To był kolejny zespół, który sprawił, że dobry festiwal stał się jeszcze lepszy.

 Biorąc pod uwagę tempo z jakim impreza się rozwija, jestem coraz bardziej ciekawa, jakie niespodzianki organizatorzy przyszykują za rok.