9-10 września w Aleksandrowie Łódzkim odbył się festiwal szeroko pojętej muzyki metalowej. Swoją obecnością na ósmej edycji zaszczycili nas goście nie tylko z Polski, ale i z za granicy. Po raz pierwszy w historii imprezy przyjechały zespoły m.in. z Ukrainy, Holandii, Szwecji, Norwegii.
________________________________________________
Uczestnicząc w zeszłorocznej edycji Summer Dying Loud widziałam lubiane zespoły oraz poznałam kilka nowych. Liczyłam na powtórkę z rozrywki, więc w miniony weekend pojechałam do Aleksandrowa z dużą ciekawością i niekrytym optymizmem.
Otwieraczem pierwszego dnia okazali się Panowie z Rockasta- zespołu, w którym akordeon bardzo dobrze współgra z brzmieniem perkusji, gitary i basu. Początkowo nie zwróciłam uwagi na wokal, którego brak- moim zdaniem- był dużą zaletą.
Kolejnego występu niecierpliwie wyczekiwałam. Miałam niejedną okazję widzieć na żywo Testera Gier, więc zastanawiałam się jak wypadną na SDL.
Polskie teksty zadziałały na plus dla zespołu, a sami muzycy emanowali pozytywną energią. Niezależnie od tego jak dobrze czy jak źle by zagrali, przyjemnie obserwowało się Panów, którzy sami dobrze bawili się na scenie.
O godzinie siedemnastej przyszedł czas na 'power groove'. Mieszankę thrash metalu z nurtem hardcore punk oraz industrialem tworzą przedstawiciele Tuff Enuff.
Występ intrygujący, lecz nie do końca wpadający w moje gusta. Nie mogę jednak odmówić im energii scenicznej i specyficznego humoru kryjącego się chociażby pod samą nazwą zespołu.
Jiner okazało się niespodzianką. Groove/progressive metal z żeńskim wokalem i jednocześnie growlem na czele. Goście z Ukrainy zostali bardzo dobrze przyjęci przez fanów, którzy niezależnie od długości trwania koncertu i tak pewnie czuliby niedosyt.
KSU z przyczyn od siebie (nie)zależnych nie dotarło na czas.. Nie kryłam rozczarowania, gdyż była to grupa, na którą bardzo czekałam- w tym miejscu chcę zwrócić uwagę na szybką reakcję i starania organizatorów, żeby festiwal wypadł jak najlepiej. Nie muszę sobie wyobrażać ile trudu trzeba było włożyć w rozplanowanie dnia i trzymania się schematu. Pomimo niespodzianek, m.in. Pan Tomasz Barszcz pokonał góry i lasy, żeby nie rozczarować ludzi, którzy specjalnie dla KSU pojawili się w Aleksandrowie Łódzkim. Organizator stanął na rzęsach, żeby wszystko jak najlepiej wypadło, dlatego należą mu się ogromne brawa.
Po prawie dwugodzinnej przerwie- podczas której zregenerowałam siły- na scenie zagościł Sweet Noise. Formacja wykonująca muzykę rockową i heavymetalową przyciągnęła uwagę chyba każdego, kto znajdował się na festiwalowym terenie. Bardzo dobry występ, podczas którego niezwykle charyzmatyczny Glaca porwał tłum.
Pomimo wyczekiwania 'jabolowych ofiar', nie dotrwałam do samego końca. Swój dzień zakończyłam koncertem legendarnego Closterkeller.
Mroczne i intrygujące teksty w połączeniu z charakterystycznym głosem wokalistki nadają ich muzyce klimat. Nie wspomnę już o charyzmie i humorze Anji Orthodox, która z Remigiuszem Mielczarkiem stworzyła świetny duet- tej parze nie poskąpiono poczucia humoru. Dlatego też Pan Mielczarek jest jedną z moich ulubionych postaci, które mam okazję obserwować na tego typu masowych imprezach.
Grupy Vidian nie miałam okazji zobaczyć, ale przede mną było jeszcze wiele innych zespołów. Dotarliśmy dopiero do połowy festiwalu. Ktoś jest ciekawy, co działo się dalej?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz